"Janusz Radek podbił serca chorzowskiej publiczności, nie tylko tej młodszej. Fascynuje niebywałą ekspresją, oryginalną interpretacją, niesamowitymi wreszcie możliwościami wokalnymi"
...Od lat nie słyszałem tak wspaniałego recitalu wokalisty.... Operującego głosem w rejestrach zdawałoby się dla mężczyzn nieosiągalnych. I tak świadomie z tego głosu korzystającego. Jakże niesamowicie przedstawia on własną kompozycję do wiersza Poświatowskiej "W twoich doskonałych palcach", śpiewając ją głosami Niemena i Cugowskiego na przemian; i na pewno nie gorzej od oryginałów. Jakże nieziemskie dźwięki wydobywa w brawurowo interpretowanym songu "Ja jestem wamp", z jakim wdziękiem bawi się utworami żartobliwymi, w tym świetną nową piosenką Adriana Konarskiego "Agniecha", jak przejmująco wykonuje arię Judasza z musicalu Rice'a i Webbera Jezus Christ Superstar .
Zmierzyć się z legendą piosenki Czesława Niemena Dziwny jest ten świat - na to trzeba naprawdę odwagi. Bo to i piosenka szczególna, i wykonawca, a zwłaszcza jego niepowtarzalny głos. Janusz Radek się odważył i... wyszło nad podziw dobrze. Inaczej, bo we własnej interpretacji, ale niezwykle świeżo i na czasie. Pomyśleć, że tekst ma prawie 40 lat! Radek zaśpiewał ów utwór na tegorocznym festiwalu w Opolu podczas koncertu "40 na 40" i... zdobył nagrodę dziennikarzy. Janusz Radek jest specjalistą od charakterystycznych utworów. I nie jest to pierwsza dziennikarska nagroda w jego karierze.
Śpiewać nie każdy może. Janusz Radek, w którego ręce trafiła nagroda dziennikarzy, nie jest debiutantem. Na koncie ma występy w licznych musicalach i zwycięstwo w tegorocznym festiwalu piosenki aktorskiej we Wrocławiu. W Opolu zaśpiewał przebój Czesława Niemena Dziwny jest ten świat. Niełatwo jest zmierzyć się z legendą, a Radek nie tylko wyszedł z konfrontacji zwycięsko, ale momentami pobił na głowę oryginał. Teraz wypada tylko zachęcić, aby zamiast śpiewania cudzych piosenek zajął się własną twórczością.
"Wieczór nie do opowiedzenia. Kto nie widział Radka na scenie, ten nic nie widział. Cudowny, wspaniały, genialny, fenomenalny, absolutnie niewiarygodnie nieprawdopodobny!"
Urodzony w roku 1968 wokalista i aktor. Nagrywał między innymi ze Zbigniewem Preisnerem, Ryszardem Rynkowskim, Leszkiem Możdżerem. Zagrał kilka ważnych ról w spektaklach muzycznych: Judasz w Jesus Christ Superstar (Teatr Rozrywki, Chorzów 1999), Kaspar Beil w Opowieściach Jedenastu Katów i Berlińska rewia Kabaretowa (Teatr Ludowy, Kraków 2000 i 2002), Puk w Śnie nocy letniej (Teatr Muzyczny, Gdynia 2001). Wziął udział w projektach: Kombinat - z zespołem Republika (XXIII PPA, Wrocław 2002) oraz Ogrody Josafata Jana Kantego Pawluśkiewicza (2002). Bywa artystą Piwnicy Pod Baranami.
Laureat Grand Prix, Nagrody Publiczności i Nagrody Dziennikarzy XXIV Przeglądu Piosenki Aktorskiej, Wrocław 2003 za wykonanie piosenki Ja jestem wamp z musicalu Jedenastu Katów.
Laureat nagrody dziennikarzy jubileuszowego festiwalu Opole' 2003.
Gość specjalny Festiwalu Sopot 2003.
Złota Maska za brawurowe wykonywanie roli Judasza w musicalu Jezus Christ Superstar
Uczestnik polskich eliminacji festiwalu Eurowizja 2004
Janusz Radek to piosenkarz obdarzony niezwykłym, zjawiskowym głosem, oprócz klasycznego męskiego repertuaru, brawurowo wykonuje też piosenki wymagające kobiecej skali głosu. Jeśli dodać do tego wdzięk, młodzieńczą witalność i talent, trudno się dziwić zachwytom publiczności i krytyków.
KRÓLOWA NOCY
recital Janusza Radka
Ten niezwykły spektakl muzyczny to zbudowana z songów opowieść o fascynacjach, zaskakujących przygodach i coraz to nowych wcieleniach - Sandora Vessanyi: ekscentrycznego badacza kobiecej natury, mężczyzny zafascynowanego postacią wampa, scenicznej divy czy szansonistki z kabaretu.
Całość opowiedziana jest w formie groteskowego cyrku muzycznego, w którym Janusz Radek za pomocą prostych znaków kostiumowo-scenograficznych przemienia się w coraz to inne osoby, korzystając ze swoich niezwykłych możliwości wokalnych i interpretacyjnych.
W scenariuszu znalazły się utwory z repertuaru Marleny Dietrich, Niny Hagen, Ute Lemper, Violetty Villas, Björk, Kory, angielskiej grupy Tiger Lillies, węgierskiej grupy Omega i zespołu Velvet Underground. Cały program jest niezwykle barwnym, pełnym zaskakujących pomysłów inscenizacyjnych i aranżacyjnych - widowiskiem z pogranicza kabaretu, teatru muzycznego czy koncertu rockowego.
Reżyserem i autorem scenariusza jest Łukasz Czuj, kostiumy i przestrzeń zaprojektował Michał Urban. Wokaliście towarzyszy grający na żywo zespół muzyczny w składzie: kontrabas, akordeon, skrzypce - pod kierownictwem Haliny Jarczyk (dyrektora artystycznego m.in. Nieszporów Ludźmierskich i innych projektów Jana Kantego Pawluśkiewicza).
W spektaklu występują:
Janusz Radek - Sandor Vessanyi
Halina Jarczyk - skrzypce
Jacek Hołubowski - akordeon
Grzegorz Piętak - kontrabas
Janusz Radek
Piosenka powinna się bronić sama
Rozmowa z Januszem Radkiem, zdobywcą głównej nagrody 24. PPA
- Śpiewa jak Farinelli - z podziwem komentowano na widowni znakomity popis wokalny krakowianina. Dziwne, że po jego występie reflektory pozostały całe, pękło za to jury Konkursu Aktorskiej Interpretacji Piosenki, publiczność i dziennikarze, jednomyślnie przyznając w sobotę artyście swoje nagrody
Magda Nogaj: Laury przyniosła ci piosenka "Ja jestem wamp" Mischy Spoliansky'ego. Skąd pomysł, by wykonać utwór śpiewany dotąd przez kobiety?
Janusz Radek: To song ze spektaklu "Opowieści jedenastu katów" w reżyserii Łukasza Czuja, który zrealizowaliśmy trzy lata temu w Teatrze Ludowym w Krakowie. To opowieść o aktorach, poetach, kompozytorach, którzy na początku zeszłego stulecia tworzyli kabaret w takich miastach, jak: Berlin, Monachium czy Wiedeń.
Śpiewasz zabójczym kontratenorem. Z wykształcenia jesteś historykiem, gdzie więc uczyłeś się śpiewu?
- Nie mam dyplomu śpiewaka, nawet nie skończyłem szkoły artystycznej. Uczyłem się poprzez praktykę, śpiewam już od dziesięciu lat. Współpracuję z teatrami muzycznymi w Chorzowie, Krakowie, Gdyni i ostatnio we Wrocławiu.
Występowałeś już m.in. w spektaklach "Jesus Christ Superstar", "Sen nocy letniej", "Opera za trzy grosze" i "Gorączka", wrocławski Przegląd nie jest więc dla Ciebie przepustką do kariery.
Dlaczego więc zdecydowałeś się startować w konkursie?
- Nagroda na Przeglądzie nie gwarantuje sukcesu. To tylko legitymacja, która może się przydać w dalszej pracy. Trzeba jak najlepiej wykorzystać zainteresowanie mediów, jakie towarzyszy laureatowi. A przyda mi się każda forma reklamy, bo na 29 marca przygotowuję własny recital w Krakowie. Chciałbym go też pokazać za rok we Wrocławiu. To będzie typowo piosenkowy recital, niewymagający jakieś rozbudowanej formy inscenizacyjnej. Uważam, że piosenka powinna się bronić sama.
Dla "Gazety"
Roman Kołakowski, dyrektor artystyczny PPA, członek jury Konkursu Aktorskiej Interpretacji Piosenki: Głosowałem na Janusza Radka, bo jego występ tworzył zamkniętą całość. Artysta idealnie dopasował repertuar do kreacji scenicznej. Tak przygotowaną piosenkę śpiewa się całe życie. Takiego głosu na polskiej scenie dawno nie słyszeliśmy.
Obrady jury były bardzo burzliwe, w końcu jednak Radek uzyskał większość absolutną. Poziom konkursu był bardzo wyrównany, pięć osób było naprawdę rewelacyjnych. Szkoda, że nie mogliśmy ich wszystkich nagrodzić.
Gazeta Wyborcza
17 marca 2003
Janusz Radek
Portret zwycięzcy 24. Przeglądu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu
- Nie chcę stania przed mikrofonem, robienia szponów, pokazywania dziąseł i zbielałego oka - mówi Janusz Radek, laureat tegorocznego, 24. Przeglądu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu
Zadebiutował na olsztyńskich Zamkowych Spotkaniach z Poezją w 1990 r. i od razu zdobył pierwszą nagrodę. - W tym konkursie pojawiają się zwykle niedoszli aktorzy - wspomina Jan Poprawa, wykładowca krakowskiej PWST, juror wielu festiwali. - A tu wystąpił wyjątkowo muzykalny chłopak, o głosie jeszcze niepewnym, ale już własnym, trudnym do podrobienia.
Za krótki sweter
Był wokalistą zespołów rockowych Moonwalker i Obcy, z piosenkarzem i autorem tekstów Robertem Kasprzyckim tworzył zespół Radek Kasprzycki.
- To był rockowo-liryczny duet - mówi Kasprzycki. - Potem z Kamilem Śmiałkowskim, Basią Stępniak-Wilk, Szymonem Zychowiczem i Grzegorzem Halamą założyliśmy kabaret nazwany od jednej z naszych piosenek - Zielone Szkiełko.
- To miał być azyl piosenki autorskiej - wspomina piosenkarka Basia Stępniak-Wilk. - Męski duet cieszył się największym powodzeniem. Potem decyzją firmy fonograficznej, dla której Robert nagrywał płytę, zostali rozłączeni. Nasze zielonoszkiełkowe drogi zaczęły się rozchodzić.
- Przez lata próbowałem "umiejscowić się" w skromnym polskim systemie fonograficznym - mówi Janusz Radek. - Mogłem śpiewać w boys bandzie, ale mi to nie pasowało. Piosenka literacka była dla mnie za mała. Może miałem za krótki sweter i nie byłem wystarczająco smutny. Chciałem czegoś radośniejszego, głośniejszego, bardziej skomplikowanego.
Jan Poprawa: - Trudno było go odkryć, nie pasuje do żadnej szuflady.
Nie śpiewał chyba tylko disco polo
Występuje w teatrach muzycznych we Wrocławiu i Gdyni, w Teatrze Rozrywki w Chorzowie, w krakowskim Teatrze Ludowym. Gra w spektaklach: "Jesus Christ Superstar", "Sen nocy letniej", "Berlińska rewia kabaretowa", "Opera za trzy grosze", "Gorączka".
- Odpowiada mi teatr muzyczny, to wypadkowa wszystkiego, co robiłem w ciągu ostatnich dziesięciu lat - tłumaczy Janusz Radek. - Mogę tam śpiewać wszystko, co chcę, i nikt mi nie powie: jesteś niejednorodny. Jednorodność wychodzi mi bokiem.
- Nie śpiewał chyba tylko disco polo - mówi Robert Kasprzycki. - To kameleon, zwierz, żywioł. Może śpiewać delikatnie i niedelikatnie, ekspresyjnie i intymnie, paszczą rockową i scenicznie. Jak ktoś powiedział, na scenie nie zdziera gardła, lecz serce.
Skończył historię na Uniwersytecie Jagiellońskim. Śpiewania uczył się głównie sam, uczęszczał jedynie do ogniska muzycznego przy szkole podstawowej. - Jakieś 10 lat temu Janusz był stałym elementem wystroju Rotundy - opowiada dziennikarz Kamil Śmiałkowski. - Nie miał wtedy własnego fortepianu i ćwiczył właśnie tam. Całymi popołudniami zamęczał portierów, pracowników technicznych, sprzątaczki wprawkami wokalnymi. Potrafił powtarzać jedną frazę, jeden dźwięk 150 razy.
Gardło w broszurze
Jego głos słychać m.in. na płytach Stanisława Soyki, Roberta Kasprzyckiego, Ryszarda Rynkowskiego, zespołu Zanderhaus, a nawet w dżinglach radiowej Trójki. Zdaniem przyjaciół potrafi wszystko.
- Kiedyś na przegląd PaKa przygotowaliśmy kabaret Lej przez korek, taki benefis popularności "Czterech pancernych i psa" - wspomina Kamil Śmiałkowski. - Podczas występów puszczaliśmy kawałki serialu, a w przerwie odgrywaliśmy scenki. Jaś tworzył jakieś 60 proc. dźwięków tego kabaretu. Gardłem potrafił zrobić wybuchy, świst kul, warkot czołgów - cały front jednocześnie. Śpiewał piosenkę radiotelegrafistki "To ja, to ja, słyszysz, wołam..." na różne sposoby. Ordonką śpiewał, Niemenem.
- Nie spotkałem nikogo innego, kto byłby zdolny do takiej wokalnej woltyżerki - mówi Robert Kasprzycki. - W kabarecie Lej przez korek Janek czytał też wyjątki z "Czterech pancernych" - głosem Jaruzelskiego, Gomułki, Kuronia, Michnika. Ma absolutny słuch muzyczny i doskonałe pudło rezonansowe w postaci paszczy: może tę gębę otworzyć potężnie. Perkusista jednej z jego kapel rockowych, z zawodu dentysta, ufundował Januszowi i jego rodzinie darmowy serwis stomatologiczny tylko za to, by nasz przyjaciel rozdziawił się do zdjęcia w broszurze medycznej. Podobno na tej fotce było mu widać nawet żołądek.
Paramount Pictures
W 1993 r. Robert i Janusz na festiwalu FAMA mieli śpiewać piosenki Jacka Kleyffa. - Pojechaliśmy do Świnoujścia uczyć się tych utworów - opowiada Kasprzycki. - Pewien wokalista miał mnie i Jaśka instruować. Kiedy Jaś śpiewał, instruktor każdą jego frazę kwitował: nie umiesz głośniej albo wyraziściej? Janek zapytał: "Jak, tak"? I ryknął, zrobił klasyczny Paramount Pictures. Faceta zdmuchnęło.
Dwa lata później artyści Zielonego Szkiełka wystąpili w pierwszym opolskim koncercie "Kraina łagodności". - Po koncercie była ostra impreza na łączce - wspomina Kamil Śmiałkowski. - Nad ranem pewien twórca przyczepił się do Janusza. "Co ty tam, Jasiu" - przemawiał doń ów artysta łagodny a nietrzeźwy. Janusz stanął z nim twarzą w twarz, wyprostował się i wydał czysty,
głośny dźwięk. Ptactwo się obudziło, ludzie poczęli wydobywać się z odrętwienia, stojącemu naprzeciwko człowiekowi podmuch zwiał włosy do tyłu. Jaś ciągnął tak krystalicznie czysto półtorej, może dwie minuty, zanim zamilkł. Po chwili tamten facet się otrząsnął i rzekł: "No i co z tego". Ale coś z tego jest - słuch po tym artyście zaginął, a Janusz robi zasłużoną karierę.
Za krótkie spodnie
Jan Poprawa mówi o nim: urodziwy człowiek. - Życzyłbym moim studentom, żeby osiągnęli choć część koncentracji i świadomości scenicznej Janusza. Sceny w Polsce zaludnione są artystami, którzy źle się rozpoznali: tłusty blondyn uważa się za smukłego bruneta i ma żal do świata, że go tak nie widzi. Janusz doskonale wie, kim jest, i wykorzystuje w teatrze swoją urodę, cały swój szarm.
W 1993 r. zaśpiewał na Studenckim Festiwalu Piosenki. Wszyscy byli przekonani, że wygra. Rok po zwycięstwie Roberta Kasprzyckiego w tym samym przeglądzie przygotowali piosenkę "Czas" - specjalnie "pod jury".
- Ale zapomniałem powiedzieć chłopakom, którzy ze mną grali, żeby się ubrali przyzwoicie - mówi Radek. - Gitarzysta przyjechał w krótkich kraciastych spodenkach. Nie zdawałem sobie sprawy, jak wielką wagę przywiązują niektórzy jurorzy do form. Gdyby kapela ubrała się na czarno, byliby świetnym tłem i pierwsza nagroda byłaby nasza.
Piękny w peruce
Łukasz Czuj reżyserował w Teatrze Ludowym "Opowieści jedenastu katów", które teraz, w zmienionej wersji, można oglądać na Scenie pod Ratuszem jako "Berlińską rewię kabaretową". W tym spektaklu wykorzystał piosenkę z repertuaru Ute Lemper "Ja jestem wamp" Michy Spoliansky'ego, która przyniosła Januszowi Radkowi grand prix wrocławskiego przeglądu.
- Jeśli rola tego potrzebuje, potrafi założyć rajstopy i damskie buty na wysokim obcasie - mówi reżyser. - W "Jedenastu katach" ma kilkanaście kostiumów, sporo damskich. Bawi się konwencjami.
- A jak pięknie wygląda w peruce! - dodaje Basia Stępniak-Wilk.
Wamp
Janusz Radek znów pracuje z Łukaszem Czujem. Przygotowali recital "Królowa nocy" - "one man show" z towarzyszeniem zespołu. Śpiewak wykonuje piosenki najsłynniejszych wokalistek XX wieku: Marleny Dietrich, Edith Piaf, Ute Lemper, Niny Hagen, Violetty Villas.
- Janusz kreuje mit kobiety wampa, występuje w roli drag queen - wyjaśnia reżyser. - Ale spektakl to głównie głos i oryginalne pomysły na piosenki, a nie kobiece przebieranie. Ten chłopak ma też ogromne zdolności do pastiszu i zabawy.
- W tym jest nie tylko pastisz - uważa Radek. - Nie nabijamy się z kobiet, ale pokazujemy współczesnego człowieka, niezależnie od płci. A łatwiej dotrzeć do ludzi przez prowokację - facet, w kobiecych rejestrach, śpiewa utwory wokalistek. Ale to - jak w "Wampie" - opowieść o miłości kobiety do mężczyzny, kobiety do kobiety, mężczyzny do mężczyzny, o miłości do samego siebie.
Kwartet i sample
Przygotowuje nowy projekt z Leszkiem Możdżerem. - Rzecz ma być nowoczesna i autorska - mówi kategorycznie. - Nie chcę typowego recitalu: wychodzi pan w czarnym stroju i przeżywa.
W nowym spektaklu byłoby miejsce na tancerzy, bogatą scenografię, opowieść przekazywaną ruchem scenicznym. Na różne piosenki. Bo, jak mówi Radek, przy dobrym pomyśle każdy utwór da się przetłumaczyć na język teatru. Planuje, by w którymś ze swych kolejnych projektów połączyć piosenkę z najnowszymi zdobyczami techniki: - Nie bałbym się łączyć kwartetu smyczkowego z samplerem - ale z rozmysłem, nie tylko efekciarsko.
Małysz w uzdrowisku
- Nie jest stricte rockmanem, nie jest soulowcem, a potrafi zaśpiewać wszystko - uważa Robert Kasprzycki. - Poradziłby też sobie z rolą nieśpiewaną. Ale powinien robić coś na miarę filmu "Moulin Rouge". A na razie co mogą mu zaproponować - żeby tańczył w Teatrze Buffo?
Według Kasprzyckiego nagroda dla Janusza we Wrocławiu nie jest zaskoczeniem. - To jakby Małysz pojechał w Gorce i skakał z turystami o puchar uzdrowiska - kwituje.
- Lubię ludzi szczęśliwych - mówi Basia Stępniak-Wilk. - Tak mało ich na świecie, a tu - spełnienie artystyczne i zawodowe, żona piękna jak marzenie i córa, co się taty nie wyprze, bo podobnie jak Janusz całą pięść potrafi włożyć do gardła.
Janusz Radek uważa, że nagroda pomoże mu tylko wtedy, jeśli on jej pomoże: - Propozycje pewnie nie posypią się jak z rękawa. I nie wszystkie przyjmę: w Gali Piosenki Biesiadnej nie wystąpię, w serialu brazylijskim też nie. Mam paru takich znajomych: grają w wielkich teatrach, a po godzinach są kaszą w bezmyślnym tasiemcu. Ja nie chcę się tak przesypywać. Nie będę też "medialny". Andrzej Sikorowski śpiewał, że najbardziej medialne jest dziś, że jeden zdjął spodnie, drugi powiedział, ile razy może... Medialność? To mierni przyklaskują miernym, bo mierny nie obawia się, że mierny go wygryzie. Nie zamknę się w "piosence aktorskiej". Może nawet spróbuję się określić
28 marca 2003 Zobacz innych artystów »





